11 mar 2014

Niespodziewana wizyta w raju

odwiedziła nas grupa turystów z polski
Siquijor, niespodziewana wizyta

Siquijor - rajska wyspa i odwiedziny


Piękne niedzielne popołudnie, jak każdego pięknego popołudnia wraz z Jhing wybieraliśmy się do sklepu, by zakupić coś na obiad. Wychodzimy z domu i naszym oczom ukazał się bardzo niespotykany widok, otóż z zaparkowanego koło naszego domu wysypała się sześcio osobowa grupa. Zdaleka usłyszałem ciche cześć, troszkę oniemiałem, ciężko było mojemu mózgowi załapać, że właśnie sygnał głosowy docierający do uszu jest w języku, którego usłyszeć się najmniej spodziewał. Po krótkiej chwili jedak zareagował równie cichym " cześć ", z wielkim pytajnikiem w głosie. Na szczęście Jhing zareagowała w sposób niespodziewany dla gości, swym uśmiechniętym i głośnym " siema !!! ". Cała poczka rykła śmiechem z niedowierzaniem. Przecież tego spodziewać się nie mogli. Jak się po chwili wymian imion, oraz wypytywania typu, kto co i dla czego, goście nasi, przybyli jahtem pływając Filipiny, by poznać tych Polaków, którzy rzucili wszystko i zamieszkali na małej magicznej wyspie, Siquijor. Tak też dowiedzieli sie w gdzie owi mieszkają i przyjechali. Równym zdziwieniu poddał się Damian, który po chwili do nas dolączył. Jak to, mówił, sześciu, przyjechało ? tu na wyspę, do nas ? Pozostawiając gości Damianowi, podążyliśmy do sklepu, wciąż niedowierzając co nam się przytrafiło chwile temu. Po powrocie do domu, cała paczka siedziala i rozmawiała na balkonie. Ja dołączyłem do rozmowy na chwilkę, a Jhing zaczęła przygotowywać jedzonko, ostatnią naszą specjalność
spaggetti. Po chwili dołączyłem do Jhing i razem przyżądziliśmy nasz kulinarny wyczyn. Damian zaproponował, by zabrać nowo przybyłą paczkę Polaków do pobliskiego resortu, gdzie znaleźli by zakwaterowanie na noc, a przy okazji było by gdzie wspólnie usiąść. Do grupy dołączyliśmy po obiedzie. Zaskoczyła nas cisza po przyjeździe na miejsce, tylko małe światełko rozbłyskiwało mrok. Jak się okazało wszyscy siedzieli rozweselini, płynami rozweselającymi. Sam muszę polecić taki właśnie płyn o skromnej nazwie " Barcelona ". W połączeniu ze znanom wszystkim coca cola, nabiera niesamowicie smacznego smaku. Bardzo się zdziwiliśmy, gdy stróż resortu, grzecznie nam oznajmił, że o dwudziestej trzeciej gasi światło. Nie zrazilo nas to, Jhing zaproponowała przeniesienie się na plażę i rozpalenie ogniska. Tak też i zrobilimśmy. Zebraliśmy się do przygotowań. Drewno było w pobliżu, po chwili otaczała nas pomarańczowa łuna ognia. Damian jechał po następną dawke płynów rozweselających, oraz po hamburgery. My jak wiadomo, po dawce płynów, rozpoczeliśmy wesołe śpiewnie, przy akompaniamencie gitary i bitboxu Alvina. Rozmowa po Polsku, nie stanowiła dla Alvina i Jhing żadnego problemu. Jak sie dowiedzieliśmy, grupa cała śledziła nasze poczynania od jakiegoś czasu. W czasie swojego rejsu, chcieli bardzo poznać magię tego miejsca, planując swój dwutygodniowy pobyt na Filipinach. Gdy wszyscy już dowiedzieliśmy się o sobie wszystkiego, w powietrzu wisiało wielkie ziewanie. W bardzo radosnych pożegnaniach rozstaliśmy się z naszą niespodzianką. Droga do domu zajęła nam malutką chwilkę. Wciąż zdziwieni tymi odwiedzinami wraz z Jhing śmialiśmy sie przed snem, myśląc, że spodziewać trzeba się wszystkiego. Następnego dnia Damian jeszcze pojechał pożegnać się z grupą, my zostaliśmy w domu. Dziś pozostało miłe zaskoczenie, niespodzianka i myśli, jaki ten świat jest malutki i jak bardzo trzeba być otwartym na nowe doświadczenia. To był miły wieczór i niezapomniana niespodzianka.
Podzielcie się z nami, czy i wam zdażyła sie podobna historia ? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz