9 mar 2015

Ciekawostki z Filipin - Jedzenie na Filipinach

co jemy na Filipinach ? przede wszystkim ryż
Jedzenie na Filipinach

O Ciekawostki z Filipin



Wiem, wiem, minęło już sporo czasu od napisania ostatniego artykułu. Nowy rok i wielka tęsknota za moją żoną, oraz za tym pięknym krajem, dół emocjonalny i wiele innych czynników na to wpłynęły.
Odkładałem na wieczne nigdy, aż w końcu się zmogłem i oto pierwsza część Ciekawostki z Filipin, w której opowiem wam o jedzeniu na Filipinach, oraz jak ważny jest ryż.

Ryż na Filipinach


Wiecie sami jak w Polsce często je się ryż, u mnie było to kilka razy w miesiącu, czasem jeszcze rzadziej. Gdy przeprowadziłem się do Londynu, poznałem chińskie jedzenie na wynos, które w większości składa się z ryżu z czymś. Jednak na Filipinach to już było przegięcie. Ryż jest tam podstawowym składnikiem każdego posiłku. To tak jak ziemniaki wraz z chlebem  w Polsce. Jeszcze przed wyjazdem czytałem dużo na temat Filipin, oraz przeglądałem wiele różnych przepisów kulinarnych i byłem powiedzmy przygotowany, ale i tak moje zaskoczenie było wielkie. Pamiętam jakie wrażenie wywarły moje pierwsze posiłki na Filipinach. Jedno, że były bardzo małe porcje. Powiem tak, jak ktoś kupuje sobie standardową porcję u Chińczyka, to by otrzymać taką samą porcję na Filipinach musiałby zamówić sobie ich cztery.
Drugie co mnie zdziwiło to używanie octu i sosu sojowego oraz, imbiru do prawie każdej potrawy. Trzecie to jedzenie papryczek chili prawie z każdym posiłkiem. A czwarte to nasza polska fasolka po Bretońsku w wersji filipińskiej, która nie odbiegała zbytnio smakiem od tej naszej. Po piąte, że do wszystkiego podają ryż, a jest go kilka rodzajów. Cokolwiek jemy z ziemniakami bądź chlebem, na Filipinach je się z ryżem. 
Ciekawostki o jedzeniu na Filipinach
Uprawa ryżu na Filipinach
Ryż jest główną uprawą, w drugiej kolejności powiedział bym jest kukurydza. Praktycznie pola ryżowe są wszędzie. Pola aż po horyzont. Uprawia się go na mulistym terenie po kostki zalanym wodą. Rośnie szybko i dwa razy w roku się go zbiera. W większości są to uprawy ręczne, do których zaciąga się karabał, czyli coś w rodzaju naszego muła. Wyglądają bardzo pięknie, gdy są już dużymi zielonymi roślinami, szczególnie w oświetleniu popołudniowego pomarańczowego słońca. Chyba jest to najpiękniejszy z odcieni zieleni. 
Któregoś dnia zaproponowałem Jingke, że ugotuje jej coś z kapusty i padło na bigos. Muszę się przyznać, że moja żoneczka jest świetną kucharką i bigos w jej obecnym wykonaniu jest dużo lepiej przyprawiony niż ja go robię. To dla tych co mięli przyjemność kosztować bigosu robionego przeze mnie. Gdy zaczęła jeść po chwili zachwalań poszła do kuchni i dołożyła sobie ryż. Takim to sposobem zaczęliśmy jeść bigos z ryżem. Powiem wam, że takie połączenie wcale nie jest takie złe. Tak samo zachowali się rodzice żony jak i rodzeństwo i znajomi. Jingke tak posmakował bigos, że gotowaliśmy go przynajmniej co dwa tygodnie. 
Dnia pewnego, gdy już mieszkaliśmy u rodziców Jingke, postanowiliśmy ugotować jej ulubioną zupę. Wyszedł nam pełen gar przepysznego tłustego rosołu i miska makaronu. Gdy przygotowaliśmy zastawę na stole, Jingke założyła się ze mną, że i tak wszyscy będą jedli rosół z ryżem. No tego to sobie nawet nie mogłem wyobrazić. Więc na stole znalazła się miska ryżu, makaronu i gar rosołu. Czy możecie mi uwierzyć ? Rosół z makaronem jadłem tylko ja, tata, mama siostra i mały brat wraz z moją żoną jedli rosół z ryżem. No przegrałem z kretesem.
Ciekawostką są również wszelkie łańcuchowe fast foody, które sprzedają wszystko z ryżem. No Jolybee jest ichnie, można się spodziewać, ale po MC sprzedającego pieczonego kurczaka z ryżem ? MC potrafi zaskakiwać w Azji, na przykład w Hong Kongu sprzedaje przepyszny sernik z czekoladą i kawą, na Filipinach jest mistrzem w robieniu lodów.
Czy można się przyzwyczaić  ? Zależy ile czasu ktoś przebywa na Filipinach. Alternatywy ryż zbytniej nie ma, ziemniaki są bardzo drogie, średnio raz droższy, chleb i bułki są słodkie, a nawet z kukurydzy robią ryż. Ryż je się ze wszystkim i o każdej porze dnia, czy to jest śniadanie, czy obiad, czy kolacja. Gotują go bez soli, do czego można się przyzwyczaić, choć na początku sprawia wrażenie bez smakowego. Do małych porcji też można się przyzwyczaić. przez pierwsze kilka dni kupowałem po dwie porcje wszystkiego co jadłem, a później moje zapotrzebowanie na jedzenie stopniowo zmalało, ze względu na wysokie temperatury. 
Słowem mówiąc dzień bez ryżu dniem straconym, a po dwóch latach powoli się przyzwyczaiłem do tego. Gdy wróciłem do Londynu, przeżyłem szok kulinarny, jednak po kilku tygodniach zatęskniłem za ryżem.


Ryby i owoce morza


Owoce morza, jak to fajnie się nazywa, a przecież to nic innego jak glizdy, skorupiaki, ślimaki i inne kreatury morskie. A jednak są przepyszne. Powiem tak, smak ryby kupionej w Polsce czy w Anglii, przygotowanej w najlepszy z możliwych sposobów, choćby był najwymyślniejszy, to i tak  umywa się smakiem do świeżo złowionej rybki na Filipinach. Tu ryby i wszelkiego rodzaju morskie dziwadła są na każdym stole codziennie. 
Pamiętacie nasz filmik " piknik w raju " ? Właśnie taki smak pieczonej na ognisku ryby jest najcenniejszy. A smakuje taka niesamowicie, bez żadnych przypraw, bez soli, bez pieprzu. Złowiona i zjedzona na miejscu. Ryby jedliśmy prawie co dziennie. Tak samo te wspomnienia z nocnych ognisk na plaży, smak takiej rybki kupionej od rybaka, świeżutkiej smakowitej.
Co do owoców morza, też się przekonałem. Krewetki są rarytasem, fakt są drogie bo średnio trzy razy tyle co ryby, ale wyśmienite. A pamiętam jak byliśmy wraz żoną nad jeziorem i tam sami łowiliśmy krewetki i grillowaliśmy je. Nie przekonałem się jedynie do ośmiornic. Wszystko inne, ślimaki, małże i squid, oraz żabie udka - pycha.
Zupa rybna jak przystało na zupę rybną jest gotowana z głową, ale Filipińczycy poszli dalej i nie patroszą ryb, czyli gotują je w całości z flaczkami, co nie jest za miłe obierać mięsko z flaczków. Głowa jest przysmakiem, a o to kto zje oczy ... szaleństwo. spróbowałem raz i to taka galaretka z twardą kulką w środku. Małże są przepyszne, w szczególności jak są podane na ostro. Zupa ze ślimaków też jest pyszna.
Chciałem jeszcze dodać, że na Filipinach jedzenie się nie marnuje, tak że jak zobaczycie kogoś jedzącego krewetki z łuskami, czy zupę z głowy kozy, czy zupę z krwi i resztek co nie nie dało zjeść się osobno ( flaki, uszy, chrząstki i inne wnętrzności ) to po prostu spróbujcie, czasem jest to całkiem smaczne.

Lechon


Warto wspomnieć, że u Filipińczyków bardzo rozwinęło się jedzenie na zewnątrz. Każdego wieczoru są wystawiane w wielu miejscach, często obok siebie grille i każdy grilluje co może. Tak czy inaczej, Lechon jest mega dobry. Wszelkiego rodzaju specjały jak grillowane kurze flaki, czy macica z jajkiem, kurze łapki. Dla mnie najlepsza z grilla jest skura z kurczaka. Nie wiem jak oni to robią ale smakuje niesamowicie. Ceny tych rarytasów są całkiem przystępne, za takiego jednego kijka z nabitym i grillowanym mięskiem trzeba zapłacić około 15 do 40 pesos, a przy obecnej cenie peso to jedzonko za złotówkę. Za jednego złotego dostaniemy około 13 pesos, a za jednego angielskiego funta dostaniemy 66 pesos.
Lechon baboy - czyli pieczona świnia na ruszcie
Lechon baboy
Drugim smakołykiem z grilla to lechon manok - czyli kurczak z rożna. Cena różna w zależności od miejsca. My w Siquijor płaciliśmy 120 pesos za całego kurczaka, a w Ormoc około 80 pesos. Wiadomo większe miasto, większa konkurencja równa się niższą ceną. 
Do przygotowania takiego "lechon manoc" używa się trawy cytrynowej i nic więcej. Wpycha się w środek kurczaka taką zwiniętą trawę i zakłada na rożen. Smak taki jak by ktoś u babci zrobił kurczaka z rożna z takiego chwilę temu spacerującego kurczaczka. 
Trzecim odświętnym smakołykiem jest oczywiście "Lechon baboy" czyli świnia z rożna. Tu chyba nie muszę mówić, że jest to świeże mięso, bo jeszcze chwilę temu biegała sobie.  Można oczywiście kupić takiego świniaka i przyrządzić  go samemu i tak większość ludzi właśnie robi. Ja nazwał bym to takim polskim bigosem, bo przy każdej większej okazji bigos na Polskim stole musi być.
Cena takiego gotowego lechon baboy to około 4-5 tysięcy pesos. Cena porcji w restauracji to około 80 pesos. 
Oczywiście wszystko je się z ryżem.


Warzywa i owoce


Tu nie wygląda to za wesoło jeśli chodzi o warzywa. Z ciekawostek mogę powiedzieć wam, że zielone owoce są stosowane jako warzywa, na przykład zupa z zielonej papai jest całkiem smakowita. Główne warzywo to dynia, marchew. Znalezienie białej cebuli stanowi szczęście, jest tu kapusta i drogi kalafior. Pietruszki niestety nie spotkałem nigdzie, nawet na największych marketach. Bardzo polecam zupę z dyni, robiona jest na mleku kokosowym i jest naprawdę przepyszna, a koszt takiej porcji to 15 pesos. 
Popularne na Filipinach są wszelkiego rodzaju makarony z warzywami i kawałkami mięsa. Są pyszne tyle, że obciekają najczęściej tłuszczem, co potem odbija się na odbijaniu.
makaron z ryżem to codzienność tutaj
Makaron z ryżem to standard :)
Jeśli chodzi o owoce to wybór i smak jest tu niezastąpiony. Świerze mango czy banany, czy papaja czy kokos po prostu smaki, których nie znajdziecie w Europie. Te banany kupowane w Polsce czy gdzieś w Europie to taka odmiana pastewna, której na Filipinach się nie je. Za to te najmniejsze banany, które nie są zaakceptowane przez Unie Europejską są najlepsze z możliwych. Mango jest tak soczyste, że nie sposób zjeść bez zalania rąk sokami. Już nie chcę wspominać o świeżym kokosie, który jest najlepszy na kaca. 


Nabiały, wędliny i pieczywo


Po przybyciu na Filipiny można doznać szoku, szczególnie dostaną go Ci co uwielbiają sery. Eden to jedyny dostępny ser topiony w przystępnej cenie, reszta to rarytas i nie wszędzie da się kupić. Cena sera Mozzarella to 350 pesos za 200 gram, inne sery dostępne są tylko na większych wyspach i wielkich molochach handlowych.  Sera białego nie ma i jest niedostępny, przynajmniej przez ostatnie dwa lata nigdzie go nie spotkałem. Mleko najpopularniejsze jest w proszku i jest ono drogie, za taki woreczek 80 gram trzeba dać 150 pesos, a najpopularniejsze są Nestle. Masło do kupienia tylko w większych sklepach, kostka 200 gram to 50 do 80 pesos. Jest też masło solone. Popularne są tu majonezy i spredy, czyli majonez z dodatkiem czegoś, co na chlebie, czy bułce jest zjadliwe. Nie zachwyca, a smak miejscowej pizzy z serem topionym, zamiast sera mozzarella ... ach szkoda gadać. 
Wędliny wyglądają jeszcze gorzej. Są do wyboru mielonki i parówki. Żaden Filipińczyk nie zje tego na surowo i wszystko muszą usmażyć najczęściej na głębokim tłuszczu. Jedyną dla mnie alternatywą było kupowanie co jakiś czas mielonki w puszce SPAM. Nie ma kiełbas, takich jak my Polacy to rozumiemy i nie ma o czym tu więcej pisać. 
Pieczywo na Filipinach .... tu powinna zapanować długa cisza... Gdy pierwszy raz podszedłem do piekarni ... zachwycony różnorodnością kształtów i kolorów. Zakupiłem prawie wszystkie rodzaje po jednym i .... w domu miałem degustować smaki przy filiżance kawy. No i klapa... wszystko smakowało tak samo, a kolory otrzymywane były chemicznie. Słodkie, wręcz mdłe, klejące od cukru. Chleby, nawet te tostowe są słodkie, a jedyne bułeczki które nie zawierają cukru to takie maleństwa za jeden peso, które można zjeść na jeden kęs. 

Alkohole na Filipinach


Na pierwszym miejscu stoi Tanduay rum i tu bez dwóch zdań. Cena takiej buteleczki zaczyna się od 25 pesos za ćwierć litra. Pije się go często i często do przesady. Ale o piciu alkoholi na Filipinach napiszę w następnym artykule, bo jest to temat żeka. Co do rumu to nie jest on z najwyższej pułki i jest go kilka rodzajów, najpopularniejszy to Tanduay light. Drugi po nim to Emperador czyli brendy. No a na trzecim miejscu postawił bym galon TUBA - takie wino robione z kokosa. Gdy jeszcze sobie wisi na palmie robi się w nim otwór i wsypuje drożdży. To chyba najtańszy alkohol na Filipinach i wszędzie dostępny. A cena około 80 pesos za trzy litry.
Piwo na Filipinach jest, ale wyboru nie ma żadnego. Dla tych co się w Europie przyzwyczaili, że brakuje miejsca w sklepach na wszystkie gatunki piwa, ale przynajmniej nie mają takiego problemu na Filipinach. Najpopularniejsze to Red Horse, drugie to Sun Nigel i Colt 45. Jak dla mnie to żadne z nich, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :) jak mawiała moja babcia.
Ale jeśli chodzi o smakowe drinki z barów to polecam wszelkiego rodzaju flagi i inne ' szejki ' jest to skruszony lód z dodatkiem jakiegoś smakowego proszku, mój ulubiony to truskawkowy i dodany alkohol, najczęściej wódka. Pije się jak soczek no i kopie powoli.
Co do dziwności, które piłem na Filipinach to Chocolate boom, robione z tanduay, mleka zagęszczonego oraz czekolady w proszku, piwo z landrynkami miętowymi, lub z oranżadką truskawkową, 
Warto też wspomnieć, że wina na Filipinach są drogie, bo od 350 pesos w górę i nie ma specjalnego wyboru. Odradzam kupowanie win chińskich, są cierpkie i nie do przełknięcia. 


Gdzie się stołować


Podróżując zawsze kieruję się metodą na obleganie, czyli jadam tam, gdzie najwięcej miejscowych się stołuje. Staram się jeść tak jak oni. Jeśli coś polewają ostrym sosem, to tak samo polewam, jeśli przygryzają papryczkami chili to też przygryzam. Dla czego ? Tłumaczę to sobie tak, że jeśli miejscowi jedzą coś w połączeniu z czymś, to musi być tego jakaś przyczyna. Wiele razy cierpiałem na niestrawności, czy rozwolnienia, jednak gdy zacząłem jeść jak miejscowi, dolegliwości zdarzały się sporadycznie.
A co jeść ? polecam dla odważnych skosztować baluta - kacze jajko ugotowane z zalążkiem kaczątka. Według wierzeń Filipińczyków jest to specjał na potencje. 
Nie wiem jak Wy, ja jak się gdzieś wybieram to uwielbiam próbować miejscowe specjały i smaki. 

ognisko na plaży i świeża rybka mniam mniam
Grillowanie ryby na ognisku

Ryba z grilla jest najlepsza
Grillowanie ryby na imprezie


Fiesta i pieczona świnia :) lechon baboy
Jak jest pieczony świniak na stole to impreza udana :)

smakowite grillowane banany z cukrem
Grillowane banany, przepycha z cukrem

sałatka z surowej ryby
Raw fish - czyli surowa ryba 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz