29 sie 2014

Urodziny po filipińsku

tak właśnie jechaliśmy na filipińskie urodziny, 15 osób zapakowało się do samochodu

Urodziny jakich nie będzie się w stanie zapomnieć - po Filipińsku

Tego dnia musieliśmy wstać o czwartej rano, to nic strasznego tutaj, przeciętnie budzimy się koło piątej, gdyż im później tym cieplej na zewnątrz. A fakt, że mieszkamy zaraz pod blaszanym dachem powoduje, że w południe mamy w pokoju darmową saunę. Ale do rzeczy, wyzbieraliśmy się na piąta do miejsca spotkania, które było położone od nas około 15 min spacerkiem z buta. Tam czekała już na nas część znajomych. Troszkę pokropywało, zastanawialiśmy się chwilę, czy nas nie zmoczy w drodze, jednak po chwili jakoś te chmury się rozgoniły i zaświeciło słoneczko. Zapakowaliśmy się wszyscy na pakę, tak właśnie tu podróżuje większość, gdzie da się przyczepić, zahaczyć tam jest możliwy transport :) Starsi i rodzice solenizantki zasiedli w fotelach wygodnie. Dwie godziny i największa fala śmiechu jaką można sobie wyobrazić. Czasem tylko wiatr był za mocny, gdy kierowca znajdując prosty odcinek drogi przyspieszał do 130 km/h, powiem wam pierwszy raz jechałem na pace z taką prędkością :) Musicie spróbować !!! 

wyruszyliśmy wcześnie rano, więc mogłem sobie ziewać ile chciałem

Jak już pisałem, wyruszyliśmy wcześnie, więc mogłem sobie ziewać ile chciałem :) 
Drogi na Filipinach są w większości zrobione z betonu, coś jak amerykański styl, lub jak ktoś nie był ( jak ja ) to przypomina mi to tą starą drogę z Bytomia do Wrocławia, ta właśnie z takich płyt betonowych, zwana poniemiecką. Przed samym Wrocławiem była ładnie wyszlifowana i jechało się jak po stole. Czasem od deszczu, czy trzęsienia ziemi robi się deczko nierówna, ale powiem wam, że są w lepszym stanie niż te polskie, gdzie dziura na dziurze a na nich łatka z dziurka :) No, tak ja wspominam polskie drogi, może po latach się zmieniło, nie wiem nie oceniam, mówię tylko jak ja to pamiętam. 
Gdy dotarliśmy na miejsce, nasze drogi skierowały się w dwóch kierunkach, jeden ten z większą kolejką do ubikacji, reszta udała się prosto do kuchni. W pokazie zdjęć zobaczycie jak piękna jest ta wyspa, te góry, wulkan, wodospady... krajobrazy zapychające dech w piersiach.
przygotowania do wielkich urodzin z dobrymi humorami
Powiem wam, że i miejscowi patrzyli na te widoczki jak sroka w kość. Po przygotowaniu paru rzeczy udaliśmy się prosto na plażę. Tam właśnie miała odbyć się cała urodzinowa zabawa. Jesteśmy weseli, radośni, rozbawieni do łez, Nad morzem, plaża ta z kamieni i odrobiną czarnego piasku. Przygotowanie grilla by przyrządzić przepyszne duże ryby, trochę rumu i piwa i impreza była taka, że palce lizać :) Najweselszy moment był gdy został przyniesiony wielki czekoladowy tort. Nie wiele myśląc, solenizantka chwyciła w palce kawałek czekolady i rozsmarowała go na twarzy najbliżej stojącej osoby, tak rozpoczęła się czekoladowa wojna i masa śmiesznych zdjęć :) Oj powiem wam, że tak się nie wybawiłem od lat :) Po kilku chwilach postanowiliśmy, że skoro jesteśmy przy resorcie, gdzie jest możliwość wypożyczenia kilku kajaków, wybraliśmy się z misją kajakową, udało nam się wynegocjować przystępną cenę, jednak gdy udało nam się zebrać do kupy koło naszych kajaków, okazało się, że odpływ był tak duży, że wypłynięcie równało się z cudem. Takim to sposobem oddaliśmy nasze kajaki, udało nam się też nic za nie nie płacić. Gwara wielka co teraz
tu rozpoczęliśmy naszą urodzinową zabawę
zrobić, wciąż piękna pogoda, humory dopisują i co ? i padła propozycja - basen. Udaliśmy się grzecznie w miejsce gdzie owy basen miał się znajdować i okazało się, że w owym basenie nie ma wody :) hehe nasze poczucie humorów sięgnęło zenitu :) No nic nie pozostało zrobić jak tylko zasiąść do stołu i delektować się smakiem rumu, przegryzając resztki pożywienia jakie zostały po uczcie. Tak też zrobiliśmy, weseli do łez, sączyliśmy co się dało, napstrykaliśmy tysiące zdjęć... i ktoś wpadł na pomysł, że jest w pobliżu dyskoteka. Tak to było to !!! muzyka, tańce hulanki i swawole. Nie wiele myśląc zapakowaliśmy się do naszego środka transportu i ruszyliśmy z miejsca prosto do naszej dyskoteki. Tam niespodzianka. Owszem muzyka głośna, bar, barmanka, krzesła, stoły i... brakowało tylko ludzi ... Mieliśmy całą dyskotekę tylko dla siebie ( jak się później okazało kilka osób doszło, ale nie gościli tak długo jak my ). Najlepiej bawiliśmy się przy utworzy " wigu wigu " jeśli go nie znacie, koniecznie poszukajcie go na YouTube. Ubawieni i wycieńczeni koło 2 rano udaliśmy się do domu. Ułożyliśmy się wszyscy jak śledzie w jednym pokoju i grzecznie każdy każdemu powiedział po Polsku - Dobranoc. Śmieszne się zaczyna robić i bardzo miłe zarazem, jak Filipińczycy w trakcie rozmowy wrzucają Polskie słowa.
ubawilismy sie przy utworze wiguwigu

Czasem wygląda to tak:
- Can you bring the plate ?
- dla czego ja ?
- śmiech na sali
Wiele takich przykładów mógłbym tutaj przytoczyć. Ja staram się uczyć Visaya, czyli tutejszego języka, jednak idzie mi to bardzo opornie, Filipińczycy jakoś uczą się szybciej. 

Następnego ranka udaliśmy się do chyba jednego z najpiękniejszych wodospadów jakie w życiu widziałem, ale o tym napiszę już w następnym poście. 
Na podsumowanie, chciałbym wam powiedzieć, że słynne powiedzonko " it's more fun in the Philippines " nie wzięło się z powietrza. Po roku czasu, nauczyłem się korzystać z życia w inny sposób niż ten, który nabyłem w Europie. Tu czas biegnie innym torem, czasem wydaje się jak by tygodniami stał w miejscu, a przecież tyle rzeczy się dookoła dzieje. Poza tym, Filipińczycy żyją bardziej Tu i Teraz, bez zbędnego planowania czegoś co i tak kilka razy się zmieni, zanim dojdzie do skutku. Można przy nich nauczyć się wyluzować, odstresować, uśmiechać i żyć pełnią życia. 
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie :)









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz